|
|
|
|
|
Cześć! Wszyscy którzy byli w Radiówku wiedzą jaka panowała tam atmosfera, choć czasami lało się z nieba ( żurek ), co jakiś czas ktoś krzyczał do mikrofonu nie wiadomo po co i do kogo : "dla wtajemniczonych domek numer 10" ?! Poza tym było świetnie! Ciepłe żarcie, dużo piwa, exstra motocykle, przyjazne nastawienie wszystkich do wszystkich, no może nie do wszystkich ale do większości, za wszystko ( no prawie za wszystko, podobno była strefa wolno-cłowa w której to strefie obowiązywały wszystkie waluty świata, to taki ukłon w stronę innych krajów którym do "Unii" jeszcze daleko lub już w niej są, strefę tą zwano potocznie "Domek Numer 10" )można było płacić "Radykałami" to nowa waluta którą wprowadzili w obieg bankierzy z "FREE RADICALS" . Organizatorzy zadbali o różnego rodzaju konkurencje wyczynowe m.in: wyciskanie sztangi i tu należą się duże słowa uznania dla naszego przyjaciela z Białorusi który rozgromił wszystkich tubylców, dzwignął sztangę ważącą 50 kilogramów aż 80 razy!!! Wyglądał przy tym jakby w czasie wolnym nie robił nic innego tylko jeździł na takie zloty i dzwigał ciężary. A teraz trochę o koncercie, zaczęło się od "FATUM", jak zwykle super granie, zagrali między innymi jeden z moich ulubionych kawałków zespołu "Van Halen" pt. "Jump", można było zamknąć oczy i pomyśleć że przyjechał do nas oryginał, zaczeli grać i rozpadało się jak cholera! Większość ludzi uciekła pod parasole bardzo sprawnie rozstawiane przez wspaniałych dzwiękowców którzy zaskoczyli wszystkich muzyków swoim profesjonalizmem jak się okazało nie tylko w materii nagłaśniania ale również rozwijanie dużych parasoli szło im bardzo zwinnie. Oczywiście tłum też pomagał ale jednak za większość prac to im należą się słowa uznania. Niektórzy ludzie próbowali na przekór panom od dzwięku ( przyp. było ich dwóch choć kręcił się obok jeszcze jeden ale to był nasz znajomy który podpatrywał ich by móc to później wykorzystać w swojej pracy-też jest dzwiękowcem ) przesuwać parasole próbując ich wytrącić z równowagi, bowiem źle ustawiony parasol może skutecznie rozproszyć dzwięk, ale oni nie dali się zaskoczyć i błyskawicznie poprawiali błędnie ustawione parasole. Po koncercie "Fatum" i akcji z deszczem pobiegliśmy się przebrać, by móc spokojnie porozmawiać z zespołem. Rozmawialiśmy długo, bardzo długo a to chyba za sprawą kawy którą wszyscy wypiliśmy tuż przed wejściem w stan dyskusji. Już to kiedyś pisałem ale muszę to zrobić jeszcze raz - to ludzie z którymi można gadać całą noc i nie mieć dość. Niestety nie byłem na "graniu" "YOKASHIN" ale podobno było super. Świetny czadowy koncert zagrał zespół "GIN & TONIC", bardzo nam się podobało. Trzeba tu zaznaczyć że charyzmatyczny gitarzysta tejże kapeli przeszedł kilka godzin przed występem poważny zabieg chirurgiczny na otwartym kręgosłupie gdyż spadł z byka. Na drugi dzień miało miejsce jeszcze jedno zupełnie niewytłumaczalne zdarzenie, mianowicie chcąc posilić się nieco po wyczerpującej nocy i po występie przed tak wymagającą publicznością kolega Maciek zakupił wielki kubek jedzenia ( czytaj: żurek ) i udał się pod najbliższy parasol celem skonsumowania znakomitego, tak chwalonego przez wszystkch specjału. Nagle tuż po zajęciu miejsca żurek postanowił się uwolnić i rzucił się na Maćka dotkliwie go raniąc. "Zawisza" postanowił udać się do miejsca gdzie zamieszkuje "żurek" i załatwić sprawę dyplomatycznie, gdyż wie że biedny "żurek" był tak chwalony przez wszystkich aż stał się gwiazdą a gwiazdy wiadomo mają swoje humory ( dobrze że nie zaczął przeklinać gości w garniturach i na szczęście powstrzymał się przez zdjęciem spodni i pokazaniem tyłka i fujarki, czynność ta jest przecież tak chętnie wykonywaną przez niektóre gwiazdy polskiej scenu rockowej ). A tak na marginesie to "Gin&Tonic" zagrali świetnie i uważam ich koncert za jeden z bardziej udanych występów tego zlotu. Resztę dowiecie się oglądając zdjęcia. Pozdrawiam muzyków "HETMANA" którzy po prostu porwali tłum do wspólnego śpiewania, super, takich koncertów powinno być więcej. Pozdrawiam "chmielu"
|
|
|